Nadeszła wreszcie długo wyczekiwana od lutego, wiekopomna chwila realizacji agutkowego prezentu urodzinowego i pojechaliśmy do Aberfoyle, do Go Ape!
Go Ape to taki małpi gaj. Ten konkretny położony jest niesamowicie malowniczo wśród wzgórz i dolin Leśnego Parku Królowej Elżbiety na wschodnim brzegu Loch Lomond. Jest tak pięknie, że nie możemy odmówić sobie chociaż krótkiej traski po lesie, zanim rzucimy się w wir przygody.
Sama przygoda w skrócie wygląda mniej więcej tak: Przychodzimy do drewnianej budki. Podpisujemy oświadczenie, że rozumiemy doskonale, iż czynności, które zamierzamy podjąć niosą za sobą wysokie ryzyko i jak się zabijemy, to nikogo nie będziemy pozywać. Idziemy na szybkie szkolenie z obsługi uprzęży wspinaczkowej. Resztę dnia spędzamy łażąc po drzewach, zjeżdżając na linach, dokonując ekwilibrystycznych wyczynów na coraz to bardziej wymyślnych pomostach sznurowych lub ich namiastkach oraz rzucając się z nadrzewnych platform na rozpięte między gałęziami sieci. Radochy mamy po pachy.
A tak to działa w praktyce:
Cudowna sprawa te parki linowe. W Polsce też są takie. Ostatnio zjechałem sobie taką tyrolką w Złotym Stoku z jednej skały na drugą. Przeżycie niezapomniane.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ahoj!
To prawda, przeżycia są fantastyczne. Może przy okazji kolejnego pobytu w Polsce też zjedziemy sobie w Złotym Stoku.
Usuń